
Pierwsza wielodniowa wyprawa z namiotem to moment, w którym większość ludzi pakuje albo za dużo, albo za mało – rzadko kiedy trafia się w środek. Przez lata chodzenia po szwedzkich górach przekonałem się, że to, co zostawiasz w domu, bywa ważniejsze od tego, co bierzesz ze sobą. Poniżej moja lista – bez przesady i bez braków.
Schronienie i sen – bez tego nie ma wyprawy
Namiot to jedna z tych rzeczy, na których nie warto oszczędzać. Na kilkudniowy trekking w zmiennych warunkach potrzebujesz porządnego namiotu trójsezonowego, z solidnymi śledziami i dobrą wentylacją – para z oddechu potrafi być nocą większym problemem niż chłód z zewnątrz. Śpiwór dobieraj do temperatury, w jakiej naprawdę będziesz spał: w Parku Sarek nawet w sierpniu i wrześniu noce potrafią zejść do −5 °C, a silny wiatr obniża odczuwalną temperaturę jeszcze bardziej. Na takie warunki wybierz śpiwór z temperaturą komfortu −5 °C lub niższą. Liczy się temperatura komfortu, nie limitu.
Pod spód materac dmuchany (mata dmuchana) z dobrym R-value, minimum 4–5, czyli z izolacją, która naprawdę odcina cię od zimnego, wilgotnego podłoża. Sam kładę pod niego jeszcze składaną karimatę typu Z-fold i tobie też to radzę: w dzień można na niej usiąść, służy jako awaryjne posłanie, gdyby materac się przebił, a do tego daje więcej ciepła od spodu. Ziemia w tych rejonach jest twarda, mokra i znacznie chłodniejsza, niż wydaje się po wejściu do namiotu, a oszczędzanie na tym, co masz pod sobą, to klasyczny błąd początkujących.
Śpiwór, materac dmuchany i karimata Z-fold razem nie powinny ważyć więcej niż dwa, trzy kilogramy. To granica dla śpiwora puchowego, a z syntetycznym wyjdzie więcej. Zasada „syntetyk zamiast puchu”, o której piszę niżej przy odzieży, dotyczy kurtki na trasę, a nie śpiwora. Namiot liczę osobno: wybieram taki, który waży najwyżej dwa kilogramy, i to samo polecam. Każdy dodatkowy kilogram odczujesz na podejściach, zwłaszcza pod koniec dnia.
Odzież – zasada trzech warstw
Sprawdzony układ to baza termiczna z wełny merino lub syntetyku, w środku kurtka z ociepleniem syntetycznym (np. Climashield, PrimaLoft) i na wierzchu kurtka wiatro- i wodoodporna, najlepiej membranowa. W wilgotnym terenie, takim jak Park Sarek, klasyczny puch zmoknie i straci izolację, więc jeśli go bierzesz, to tylko dodatkowo do obozu, nigdy na trasę. Do kompletu spodnie trekkingowe i osobne spodnie wodoodporne, czyli membranowe – w Laponii to nie luksus, tylko podstawa, bo deszcz potrafi padać godzinami, a brodzenie przez mokre krzaki czy rzeki bez nich kończy się przemoczeniem od pasa w dół. Czapka i rękawiczki też wchodzą do plecaka, nawet w środku lata.
Weź trzy, cztery pary syntetycznych skarpet, bo syntetyk schnie szybciej niż merino. Jedną parę trzymaj w wodoszczelnym worku i zakładaj ją tylko na noc. Do tego osobne rzeczy do spania, których nie używasz w marszu – nic tak nie poprawia humoru w namiocie jak suche ubranie wieczorem.
Bawełna zostaje w domu. Mokra bawełna wychładza szybciej niż sam deszcz i nie schnie na ciele w żadnych rozsądnych warunkach.
Kuchnia i woda – minimum, które działa
Do gotowania w zupełności wystarczy palnik gazowy z dużym kartuszem, litrowy garnek, łyżka i dwie zapalniczki – jedna w kieszeni, druga zapakowana osobno, bo zapalniczki mają to do siebie, że psują się akurat wtedy, gdy są najbardziej potrzebne. Przy palniku nakręcanym bezpośrednio na kartusz nie używaj osłony przeciwwiatrowej, chyba że producent danego modelu wyraźnie ją dopuszcza. Kartusz zamknięty w osłonie może się przegrzać, a to grozi wyciekiem gazu lub wybuchem. Do wody filtr albo tabletki do dezynfekcji – źródła w górach często wyglądają na krystalicznie czyste, ale to za mało, żeby pić bez żadnego zabezpieczenia.
Jedzenie opieraj na liofilizatach, orzechach, batonach energetycznych i owsiance na śniadanie. Kalorie licz na cały dzień, a nie od przebytych kilometrów, bo organizm zużywa energię także poza marszem. W praktyce wychodzi sporo więcej, niż wydaje się przy planowaniu w domu. Jak policzyć rację dzienną, zapas i gaz, pokazuję w artykule o jedzeniu na trekking.
Nawigacja, bezpieczeństwo, łączność
Mapa topograficzna i kompas to wyposażenie podstawowe, niezależnie od tego, czy masz ze sobą GPS i naładowany telefon. Apteczka powinna być prosta, ale kompletna: bandaże, plastry na pęcherze, środek odkażający, folia NRC, podstawowe leki przeciwbólowe. Do tego gwizdek, czołówka i zapasowe baterie. Jeśli wybierasz się w teren bez zasięgu, dołóż komunikator satelitarny – sam jeżdżę z Garminem inReach i każdemu, kto rusza w góry samotnie, polecam dokładnie to samo.
Lista kontrolna – dwanaście pozycji do sprawdzenia przed wyjściem
- Namiot – sprawdzony w domu, z kompletnym zestawem śledzi
- Śpiwór dobrany według temperatury komfortu, nie limitu (w Parku Sarek −5 °C lub niżej)
- Materac dmuchany z R-value minimum 4–5 plus karimata Z-fold pod spód
- Baza termiczna, syntetyczna warstwa izolacyjna, kurtka membranowa i spodnie wodoodporne
- Trzy, cztery pary syntetycznych skarpet, w tym jedna wyłącznie do spania
- Palnik, duży kartusz gazowy, garnek, łyżka i dwie zapalniczki
- Filtr do wody albo tabletki dezynfekujące
- Jedzenie na całą wyprawę plus zapas: jeden dzień na każde cztery, pięć dni trasy (na tydzień przyjmuję dwa dni zapasu)
- Mapa topograficzna i kompas
- Apteczka (bandaże, plastry, środek odkażający, folia NRC, leki)
- Czołówka z zapasowymi bateriami oraz gwizdek
- Komunikator satelitarny, jeśli wchodzisz w teren bez zasięgu
Co zostawić w domu
Ciężki statyw fotograficzny, rozbudowaną apteczkę liczoną na trzydzieści osób, zapasowe ubrania brane „na wszelki wypadek” (suchy komplet do spania to co innego: ten bierzesz zawsze), książkę w twardej oprawie. Rozsądna waga plecaka zależy od wyposażenia, budowy ciała i tego, na ile dni niesiesz jedzenie: im dłuższa trasa bez zaopatrzenia, tym więcej prowiantu dźwigasz od pierwszego dnia. Dlatego zamiast trzymać się jednego progu, przed wyjściem przejrzyj zawartość jeszcze raz i zadaj sobie pytanie, czego naprawdę użyjesz.
Pierwsza wyprawa z namiotem to w dużej mierze nauka przez własne błędy. Lepiej wziąć trochę za mało niż dźwigać niepotrzebny ciężar przez tydzień. A jeśli czegoś rzeczywiście zabraknie – zapamiętasz to znacznie lepiej niż jakąkolwiek listę.
Wróć do porad